Także i w tym roku atmosfera kolejnych Świąt nie udzieliła mi się tak jakbym sobie tego życzyła. Chciałabym jeszcze raz przeżyć ten czas tak jak kiedy byłam dzieckiem. Tęsknię za emocjami, które mi wtedy towarzyszyły i pocieszam się tym, że podobno atmosfera w jakimś stopniu powraca, gdy w domu pojawiają się dzieci... ;) Na razie nie wiem jak to jest, bo dzieci jeszcze nie mam, ale pewnie za jakiś czas się o tym przekonam ;). Póki co staram się dostrzegać najmniejsze rzeczy związane z tym czasem, które mogą wywołać uśmiech na mojej twarzy, a także na twarzach mojej rodziny i przyjaciół :).
Co najbardziej lubię w Świętach Wielkanocnych? A może co mi się najbardziej z nimi kojarzy?
Po pierwsze właśnie ta wesoła, rodzinna atmosfera. Co prawda, jak już wspomniałam, nie jest ona taka jak za czasów dzieciństwa, ale jednak jest w niej coś wyjątkowego. Po drugie piękna, wiosenna pogoda - tak wiem, że ostatnio bliższe jest tu określenie 'white easter' ;), ale ja i tak na myśl o Wielkanocy widzę krótkie rękawki, mnóstwo słońca i zieleni :). Wodne śmingusowo-dyngusowe szaleństwo to moje kolejne skojarzenie :). Tutaj najważniejsza jest dobra zabawa, mnóstwo śmiechu i wiele spontanicznych sytuacji, które wywołują uśmiech, a nie obrażoną minę. No i na końcu wielkanocne potrawy. Świąteczne jedzenie ma to do siebie, że raczej nie jest z serii FIT, ale w kontrolowanych ilościach spustoszenia nie zrobi. A jeśli chodzi o moje ulubione wielkanocne dania to mam w sumie dwa. Jednym z nich jest barszcz biały z jajkiem, a drugą babka wielkanocna, najlepiej drożdżowa z rodzynkami ;D. Mimo, że nie jestem słodyczowym łasuchem to w Święta mam do niej słabość ;)