Staram się też rozróżniać te rzeczy, na które mam wpływ od tych, na które tego wpływu nie mam i odpowiednio dopasować podejmowane działania. Okazuje się, że to wcale nie jest takie trudne jakby się wydawało. Potrzeba tylko chęci i wiary w to, że się uda. No i działania oczywiście. Zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę wielokrotnie marudzimy i narzekamy na sytuacje, które pojawiają się w naszym życiu, zamiast podejmować jakieś decyzje względem nich. W końcu od marudzenia jeszcze nikomu nie udało się tak naprawdę rozwiązać problemów. Już nie mówiąc o zmarnowanym czasie, który można by wykorzystać w jakiś bardziej produktywny sposób.
Wygląda też na to, że nawet mój organizm nie próbuje się buntować ;). Ba! Przeprogramował się na wcześniejsze wstawanie, co bym czasem nie miała wymówki, że się nie wyrobiłam ;). I tak dzień w dzień budzę się między godziną 6:00 a 8:00, mając nastawiony budzik na godzinę 9:00 :D. Nigdy nie byłam rannym ptaszkiem, ale muszę przyznać, że bardzo mi ta sytuacja odpowiada. Zasypiam wcześniej, a budzę się wyspana i gotowa do działania. W sumie nie dość, że gotowa to jeszcze chętna :).
Mam nadzieję, że czas w końcu przestanie mi uciekać przez palce, a ja naprawdę zrobię ogromny krok naprzód. Nie ma na co czekać. Życie jest tylko jedno i tylko my mamy wpływ na to jak będzie wyglądać!
Na koniec genialna piosenka Nickelback'a - What are you waiting for? :). Uwielbiałam ją już przed szkoleniem, ale teraz ma dla mnie dodatkowe znaczenie. A odpowiedź na jej tytułowe pytanie zostawiam każdemu z Was...