sobota, 17 stycznia 2015

Styczeń w słowach: Po raz pierwszy... (waga kuchenna)

Długo zastanawiałam się na tym co w ostatnim czasie zrobiłam/zobaczyłam/spróbowałam etc. po raz pierwszy. Dopiero dziś rano przyszło olśnienie - waga! Przecież niedawno kupiłam wagę kuchenną i od tej pory ważę większość produktów, które jem. Większość, bo raczej nie wpadam w paranoję, aby ważyć dosłownie wszystko. I z wagą z domu też nie wychodzę ;). Ale tak, ważenie jedzenia jest zdecydowanie dla mnie nowością ostatnich dni.

Generalnie zakup wagi kuchennej rozważałam od kilku miesięcy, ale jego wcześniejsza realizacja jakoś mi nie wyszła. Podejmowałam jakieś tam działania, ale były one bardziej orientacyjne. Chociaż w ten sposób wpadła mi w oko waga Łucznik w limonki, z funkcją tary. A jak już wpadła, to jak to w moim przypadku często bywa - już żadna inna mi się nie podobała ;). Przez długi czas nie można było jej dostać w żadnym sklepie z akcesoriami kuchennymi, aż w końcu przed Świętami pojawiła się możliwość sprowadzenia jej do EuroRtvAgd. Zrobiłam więc sobie prezent pod choinkę :P.


Wydawałoby się, że codzienne ważenie jedzenia jest uciążliwe, ale tak jak wspomniałam nie popadam w paranoję i nie ważę wszystkiego. Takie produkty jak oliwa z oliwek, mąka, mleko, masło, pasztet, sery w plastrach itp. wpisuje na podstawie informacji podanych przy większości produktów na slanku. Z wagi korzystam najczęściej wtedy, kiedy trudno ocenić, czy dany produkt (lub jego porcja) kwalifikuje się jako mały, średni, czy może duży lub kiedy zwyczajnie ciężko ocenić ile ten produkt może ważyć. Waga ma mi pomóc, a nie uprzykrzać życie - z takiego założenia wychodzę.